niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 1

Siedziałem wraz z innymi chłopakami w klubowej szatni, za chwilę mieliśmy rozpocząć trening a ja nie miałem ochoty wychodzić na murawę. Spoglądałem na uśmiechnięte twarze przyjaciół co tylko jeszcze bardziej mnie dołowało. Do pewnego czasu piłka nożna była całym moim życiem lecz powoli zaczęła doskwierać mi samotność. Brakowało mi kogoś kto czekałby w domu, do kogo mógłbym się w nocy przytulić, świętować kolejne zwycięstwa bądź płakać z przegranej. W milczeniu opuściłem pomieszczenie idąc obok Nialla rozmawiającego z Liamem. Stanęliśmy w szeregu słuchając kazania Trenera. W sobotę czekał nas ciężki mecz a on wyciskał z nas 7 poty. W pewnym momencie podniosłem wzrok i ujrzałem śliczną brunetkę wychodzącą z tunelu...
- Dzień dobry - przywitała się lustrując każdego z nas wzrokiem 
- Chłopcy to jest Honey Carter wasza nowa fizjoterapeutka - oznajmił nasz szkoleniowiec na co dziewczyna szeroko się uśmiechnęła
- Chciałabym aby każdy z was po skończonym treningu zameldował się w moim gabinecie - odparła z poważną miną. Zaczerpnąłem głośno powietrze, które wypełniło moje płuca. Poczułem się lepiej i zacząłem rozgrzewkę. Biegałem razem z Harrym, zawsze mogłem mu o wszystkim powiedzieć a on wiedział jak poprawić mi humor. Prawdziwy przyjaciel jeden z tych, których poznaje się w biedzie. Nigdy mnie nie zawiódł a gdy upadałem stawiał mnie z powrotem na nogi. Wreszcie zaczęliśmy grać, całą złość wyładowywałem na białej futbolówce. Byłem w ekstazie, kolejna akcja, kolejna bramka. Czas zleciał jak z bicza strzelił. W dobrym humorze udałem się pod prysznic, zarz była moja kolej na stawienie się w gabinecie Panny Carter. Ubrałem świeżą koszulkę wraz z niebieskimi rurkami i zapukałem do jej drzwi.
- Proszę
- Dzień dobry, moje nazwisko..
- Tomlinson tak wiem, usiądź - Spojrzała na mnie wskazując krzesło naprzeciw biurka. Posłusznie wykonałem polecenie. Poczułem woń jej słodkich perfum, które powoli wdzierały się w moje płuca.
- Czy po wysiłku fizycznym dokucza ci jakikolwiek ból - spytała uzupełniając jakieś papiery
- No jak to po wysiłku zawsze coś boli ze zmęczenia - odparłem podnosząc delikatnie kąciki ust
- Więc dobrze następnym razem zapraszam na masaż - puściła mi oczko odkładając wieczne pióro, przekręciłem się na krześle bijąc z myślami. Nie wiem co we mnie wstąpiło lecz nie zdążyłem zatrzymać słów wysypujących się z mych ust
- Ma Pani ochotę na filiżankę kawy - myślałem że zapadnę się pod ziemię
- Hmm..ochotę mam ale czy akurat z Panem, Panie Tomlinson to nie wiem...
- W takim razie nie było pytania - uśmiechnąłem się chcąc zachować twarz
- Żartuję - wstała z krzesła - daj mi 5 minut, przebiorę się tylko. Chwilę później siedzieliśmy w moim samochodzie zmierzając do jednej z knajpek. Zatrzymałem Porsche i pomogłem wysiąść dziewczynie na zewnątrz. Zajęliśmy miejsca przy stoliku znajdującym się w samym rogu. Zamówiliśmy po filiżance Latte długo rozmawiając. Dobrze się czułem w jej towarzystwie, potrafiła słuchać w porównaniu do mojej byłej, która słyszała tylko wtedy gdy dawałem jej pieniądze bądź drogie prezenty, wtedy słyszała idealnie. W końcu pożegnaliśmy się, musiałem wracać. O 23:00 byłem umówiony na czacie z ''Lily'', spóźnienie nie wchodziło w grę. Honey była urocza, podobała mi się , nawet bardzo ale nie chciałem przez to stracić kontaktu z dziewczyną z czata. Od razu złapaliśmy wspólny język, czułem się jakbym znał ją od lat. Wróciłem do apartamentu, wziąłem szybki prysznic po czym zamówiłem chińszczyznę i odpaliłem komputer.
Szybko Ją odnalazłem klikając na jej nick...
Superhuman - Cześć :) jak minął dzionek
Lily - witam, na ciężkiej pracy i wylewaniu 7 potów
S- witaj w klubie.  Nóg nie czuję i właśnie wsuwam pizzę
L - Smacznego ... mój narzeczony mnie dzisiaj zostawił dowiedziałam się o tym przez smsa rozumiesz..przez pieprzonego smsa.. nawet nie miał odwagi zadzwonić
- Lily tym zachowaniem pokazał, że nie jest Ciebie wart....
Nie rozumiałem jak można tak postąpić, facet nie miał ani krzty godności. Rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy..Ustaliliśmy, że nie wysyłamy naszych zdjęć. Tak będzie prościej.... Wreszcie zamknąłem laptopa kładąc się spać. Zapadłem w sen myśląc o Honey...

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Prolog


Tłum kibiców na stadionie skandował jego imię. Ustawił futbolówkę na 11 metrze, zdawało się, że serce zaraz wyskoczy z jego piersi.... Ten moment, ten jeden moment mógł zaważyć na całej jego karierze... Ten strzał decydował o tym czy jego drużyna przejdzie do finału.. Wstrzymał oddech, wziął rozbieg... zamknął na moment oczy po czym najmocniej jak potrafił kopnął piłkę.... Serca milionów kibiców zamarły a następnie słychać było głośny zbiorowy jęk ... spudłował, nie trafił, przestrzelił... Padający rzęsiście deszcz mieszał się wraz z jego łzami.... Z idola wszystkich stał się w jednej chwili nieudacznikiem i pośmiewiskiem ludzi...
Płakał a wraz z nim jego ukochane miasto...
Obudziłem się nagle zalany potem, podniosłem się automatycznie do pozycji siedzącej. Odgarnąłem mokry włosy, które przylepiły mi się do czoła. To tylko sen, tylko sen... powtarzałem w myślach... Wygrzebałem się z pościeli i skierowałem do kuchni, musiałem się napić... gardło miałem zeschnięte na wiór.... wróciłem ze szklanką wypełnioną sokiem marchewkowym odpalając laptopa i tak zresztą bym już nie zasnął.... Moją uwagę przyciągnął czat, zalogowałem się pod nickiem ''Superhuman''.  Chciałem z kimś pogadać, odciągnąć na chwilę myśli od tego co czekało mnie w weekend...
Nawiązałem konwersację z niejaką ''Lily''... rozmawialiśmy o wszystkim, byłem zdziwiony jak łatwo przyszło mi się otworzyć nawet nie zauważyłem jak zaczęło świtać... Oboje zaciekawiliśmy się swoimi osobami... nic dziwnego, że ani ja ani ona nie chcieliśmy powiedzieć a w zasadzie napisać ''do widzenia''... Umówiliśmy się, że każdej nocy będziemy się spotykać w tym samym pokoju o tej samej porze..23:00... Odpowiadało mi to... 
Zamknąłem komputer wychodząc na balkon .. Newcastle powoli budziło się do życia, zamknąłem  oczy rozkoszując się świeżym powietrzem.. kochałem to miasto. Było tutaj wszystko co niezbędne do oddychania... klub i przyjaciele z drużyny....Z Harrym znaliśmy się od dziecka, byliśmy sąsiadami.Pamiętam jak dziś : Miałem starą i już nieźle wysłużoną futbolówkę z podpisami graczy reprezentacji Anglii.. Razem ze Stylsem nieraz nie dwa leżeliśmy na trawie obserwując błękitne niebo i marząc, że pewnego dnia zagramy dla naszej ukochanej reprezentacji... Później w te okolice przeniosły się rodziny Horanów, Paynów oraz Malików. Chłopcy z tych rodzin szybko stali się naszymi kompanami oraz najlepszymi przyjaciółmi a połączyła nas piłka nożna.. nasz tlen, nasze życie, nasz chleb powszedni...
Minęło kilka lat, kilka naprawdę cudownych, beztroskich lat... obecnie każdy ma własne życie.. Harry założył rodzinę .. jego córka maleńka Sydney jest cudowna no w końcu to moja chrześnica więc czemu tu się dziwić - uśmiechnąłem się do siebie... Liam od nie dawna  jest szczęśliwie zakochany, Niall nigdy nie miał szczęścia w miłości a Zayn... Zayn zawsze był najlepszy z naszej piątki... Jako pierwszy został powołany do kadry narodowe.. wielki talent jak i również największy przegrany... Przymknąłem powieki wolno oddychając....
Nasza reprezentacja szykowała się do meczu z Niemcami... stawką był finał mistrzostw świata... Malik chodził cholernie podekscytowany to on doprowadził do tego, że Anglicy w ogóle znaleźli się w półfinale, był w formie nic nie było go w stanie zatrzymać.. nic.. do czasu... 
Trwała 2 połowa meczu.. wynik 0:0... Od początku dało się zauważyć, że Niemcy nie grają fair play...  Terry przejął futbolówkę podając do Gerrarda... Steven przebiegł kilka metrów i rozciągnął grę na prawą stronę do Zayna... Malik bez trudu okiwał obrońce lecz tuż przed polem karnym jeden z Niemców wbił korki w jego udo ciągnąc w dół i rozdzierając skórę... W tym momencie cała kariera mulata legła w gruzach. Po szeregu skomplikowanych operacji ani razu nie powrócił na boisko....
Tak wyglądało nasze życie...5 najlepszych przyjaciół... Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego...